sobota, 25 października 2014

 Jeśli ktoś chce to do czytania - https://www.youtube.com/watch?v=tGVsErb5VeE

Rozdził 3
*Bonnie*
Każdego dnia Oni brali kogoś innego n przesłuchania, modliłam się by nie  był to Jer.
Nie bałam się o siebie, nie tylko dla tego że on jest ważniejszy niż moje życie, ale dlatego że na przesłuchania nie brali kobiet.
Na razie moje modlitwy pomagają, ale wiem że przyjdzie moment na niego.
Właśnie dlatego muszę nas stąd jak najszybciej wyciągnąć.
Moja magia stopniowo zaczyna działać.
Umiem już zapalić tu świeczki, zapalić kartkę w ręku i skruszyć trochę skały, ale i tak za mało by robić to cały wieczór i rano uciec przez dziurę, bo takie kruszenie zajęło by mi z rok.
 Nie mamy tak dużo czasu, nie mamy go w ogóle.
Jer robi się coraz silniejszy, ale codziennie karzą mu pracować więc i tak nie ma tak wiele sił y przeżyć brutalną rozmowę z Nimi.
Dziś rano ma "wolne" nie musi im pomagać, ale wcale się z tego nie cieszymy.
Z takiego czegoś pociągną się straszne rzeczy, jednego dnia cieszysz się z odpoczynku i dnia spędzonego z ukochanym, bo to jedyne co nam tu pozostaje.
A drugie dnia on wychodzi i nie wraca...
Siedzieliśmy więc w swoich ramionach marząc o tym jak wyglądało by nasze życie bez tego koszmaru, wraz z przyjaciółmi których chcemy odzyskać.
Jeremy obiecał że ich sprowadzi iże będzie szczęśliwa z dala od rzeczywistości.
Wiem jednak że szanse na to są minimalne.
- Bonnie, nie bądz pesymistką.
- Oh, to przykrę,ale niestety prawdziwę, wiedz jednak że...
Nie mogłam dokończyć, chciałam mu powiedzieć tyle rzeczy, ale drzwi otworzyły się.
Ze strachu schowała głowę w ramię Jeremiego.
Strażnik wszedł do ''naszej'' jaskini.
Zaczął rozglądać się, dotykać ścian, wyraznie czegoś szukał, oznak magii.
Zbliżał się w naszą stronę, serce zaczęło mi bić szybciej.
A łzy napływać do oczy kiedy chwycił u\mojego ukochanego za ramie i wyprowadził za drzwi.
Starała się krzyczeć,ale kto mi pomoże ?
Co dadzą moje krzyki ?
Teraz muszę skupić się na użyciu magii i to jak najszybciej.
*Jeremy*
Prowadzili mnie do jakiegoś pokoju z liczbą 667, podejrzewa że to tam przesłuchują ludzi.
Ja jestem następny, nie boję się o siebie, ale o Bonnie tak.
Nie ma mnie obok niej więc gdy Oni przyjdą nie da rady sama.
Jeden  z Nich otworzył pokój i wepchnął mnie do środka.
Słyszałem czyjąś rozmowę.
- Nie powie nam gdzie jest .... są kumplami
- Bardziej zależy mu na niej!
- Ona ma ... jesteśmy ...
- Nawet tak nie mów ... zobaczy je obie
- Jak ona ich zobaczy oszaleje ... są mocniejsi
- Tylko kiedy są razem !  Będziemy trzymać ich osobno.
Kogoś się boją, jest ktoś kto może nam pomóc, mocniejszy od nich.
Tylko kto...przysłuchiwałem się rozmowie jeszcze chwile, ale głosy ucichały.
Oni oddalali się coraz bardziej, aż w końcu nie było ich słychać w ogóle.
Zdecydowałem że pójdę w głąb pomieszczenia, byłem ciekawe co jest dalej.
Widziałem tylko ciemność, nikogo tu chyba nie  ma.
Byłem pewien że jestem tu sam.
Tylko że tak chyba nie powinien wyglądać pokój przesłuchań.
W oddali usłyszałem płacz, dziewczyny, brzmiał podobnie do Bonnie, ale to nie mogła być ona.
Przyśpieszyłem kroku, musiałem to sprawdzić, ktokolwiek to jest, muszę jej pomóc.
Z ciemności wyłoniły mi się kilka postaci, na początku nie rozpoznałem kto to.
Nagle przejrzałem na oczy, blondynka która płacze to Caroline, osoby które ją przytulają to Enzo, Stefan i Alaric.
Gdzie do cholery jest Damon, Elena i Klaus ?
Z wrażenia usiadłem na ziemie, nie mogłem uwierzyć że oni byli tutaj, ta blisko nas.
Blondynka podniosła wzrok do góry i krzyknęła :
-Jeremy !
 Powoli spojrzałem na nią, to naprawdę ona z Enzo, Alarickiem i Stefanem.
 -Caroline....gdzie Elena Damon i Klaus ?
Wszystko dobrze?
- Oni obiecali że po nas wrócą, Klaus mi to obiecał. 
Gdzie jest Bonnie!?
- Nic jej nie jest -uspokoiłem ją trochę
Teraz muszę ich stąd, wrócić po Bon, znalezć Elenę i resztę.
- Pomożemy Ci -odpowiedzieli Alaric i Enzo zgodnie jakby czytali mi w myślach.


sobota, 18 października 2014

Rozdział 2
*Jeremy*

Zacząłem pakować nasze rzeczy, nie było tego za dużo więc wziąłem tylko jeden plecak.
Zostały tylko rzeczy Bonnie...pakuje je jako ostatnie, bo gdy tylko na nie patrzyłem chciałem rzucić wszystko i od razu szukać i zabić tego kto zabrał mi jedyną osobę a której mi teraz zależy.
Ale gdy tylko znajdę Bonnie i ukarze tego drania, znajdę nam bezpieczne miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie żyć.

Gdy spakowałem już wszystkie rzeczy pobiegłem po śladach zostawionych przez porywacza.
Prowadziły one przez cały las aż do autostrady gdzie było widać już tylko ślady opon.
Będzie potrzebny mi ktoś do pomocy, mój stary znajomy, który tez został nie złapany, Taylor.
*Bonnie*
 Obudziłam się w jakimś pokoju, było w nim ciemno, chyba dlatego że było ta tylko jedno okno na dodatek zasłonięte.
Z prawej strony pokoju stało mało łóżko z nową pościelą oczywiście czarną, a z lewej strony mała szafka i toaletka na której leżała karteczka z napisem 'Do Bonnie'.
Od razu po nią sięgnęłam i zaczęłam czytać:
"Droga Bonnie, nie wiez kim jestem i się nie dowiesz.
Postaram się nie zrobić Ci krzywdy.
Nie miej nadziei, że Jeremy przybędzie z pomocą.
Tak się nie stanie.
Uważnie zatarłem ślady, a nawet troszkę go zmyliłem.
Miłego Dnia"
Usiadłam w koncie na ziemi i zaczęłam płakać, tak bardzo nie chciałam być złapana, ale dobre że chociaż Jer jest bezpieczny, że mnie nie odnajdzie i nie narazi się na niebezpieczeństwo.
- Odsuń się od drzwi! - krzyknął ktoś za drzwiami 
- Już - nie musiałam dużo robić bo i tak siedziałam po drugiej stronie pokoju.
Drzwi lekko uchyliły się, zobaczyłam małą chudą rękę, a w niej szklankę z białym napojem.
- Wypij do dna, musimy Cię stąd przenieść...
- Dlaczego ?
-Nie wiem co zrobiłaś czarownico, że go tu sprowadziłaś, ale on za to zapłaci.
- O boże, Jeremy! 
Jak on ich znalezć tak szybko, jestem tu tylko dzień, chyba że spałam dłużej nie myślałam.
Wypiłam napój do dna i nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam...
Obudziłam się już w jaskini, sama.
 Nie było ze mną nikogo.
- Jeremy !? Jesteś tutaj ? 
W odpowiedzi otwarły się drzwi w których stanął wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w masce.
-Wprowadzić chłopaka!
Kiedy strażnik wprowadził Jeremiego, serce zabiło mi szybciej.
Nic mu nie zrobili, jeszcze i oby nigdy.
Rzuciłam się w jego ramiona. 
-Bonnie, cholera, Bonnie to naprawę ty, szukałem cię dwa tygodnie. 
Czyli jednak spałam dużo więcej niż myślałam.
Ale to aż dwa tygodnie.
Gdy strażnicy wyszli opowiedział mi wszystko co przeszedł.
Powiedział ,że już w wieczór porwania zaczął mnie szukać, ale ślady nie doprowadziły go do żadnej podpowiedzi, więc zadzwonił do Taylora, który żył spokojnie w swoich podziemiach.
Doprowadził go aż tutaj (nie wiem gdzie dokładnie jesteśmy) a potem wycofał się i wrócił do 'domu'
Jer starał się wejść cicho znalezć pokój w którym jestem i odejść ze mną jak najszybciej, ale oni jak zawsze byli krok przed nim.
- Bonnie, teraz ważne jest tylko to że jesteśmy razem.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 1
*Jeremy*
* cztery miesiące temu*
-Bonnie ?
-Tak Jer ?
-Obiecuje, że kiedyś będziemy tylko my, mały domek, bez strachu że Oni nas znajdą.
*teraz*
Najlepiej jeśli opowiem wszystko po kolei.
Podziemni - to magicy z drugiej strony, ubzdurali sobie, że łamiemy 'tajne prawa magi'
(ja, Bonnie, Elena, Caroline i reszta) , skazali nas wszystkich na wieczną karę,
staraliśmy się  uciekać, ale Oni i tak zabrali nam już wszystkich,
zawsze byli o krok przed nami.
Jestem tylko ja i Bonnie, która jest coraz słabsza,
każdej nocy Oni nawiedzają ją w snach.
Ukrywamy się w starych lochach, daleko od Mystic Falls.
Jest nam tu trudno, ściany się rozpadają,a ze sobą mamy tylko trzy dziurawe koce, stary materac, pare poduszek i jedzenie które nam zostało.

Bonnie śpi, lubie wtedy na nią patrzeć, robie to każdej nocy i każdej nocy o północy Oni do niej przychodzą.

Oparłem się o sciane, nie zauważyłem kiedy wybiła północ.
Obudził mnie jej krzyk.
Krzyk pełen bólu i strachu, łamiący mi serce.
-Bonnie, już dobrze. - położyłem się obok niej,a  ona spokojnie zasnęła w moich ramionach.

Poczułem chłodny wiatr, a pamiętam że zamknąłem i drzwi i kraty.
Przykryłem dziewczynę trzema kocami i poszedłem to sprawdzić.
Ledwo doszedłem do kraty, usłyszałem szmer.
- Kto tu jest ?
-Ciiiii
-Kim do cholery jesteś !?
-Ciiiii, ona śpi
- Co ?
-Ciiiii
Bonnie. Zerwałem się do biegu, ale kiedy dotarłem do pokoiku w którym spała, już jej nie było.
Za to na materacu leżał list, a na nim naszyjnik należący do Bonnie, kóry podarowałem jej na urodziny rok temu.
-Odnajdę Cię, obiecuje.