niedziela, 16 listopada 2014

Rozdział 10
*Bonnie*
Przez cały tydzień myślałam o niespodziance którą szykował Jeremy. Nikomu nic nie powiedziałam, bo w sumie sama nie wiedziałam czy mogę.
Może to była jakaś prywatna sprawa. Nie wiem. Miałam dać mu tydzień i jego sieden dni minęły, a tu nic. Naprawdę byłam ciekawa o co chodzi. Wszyscy mieszkaliśmy teraz w dużym pokoju, z pięcioma łóżkami w hotelu, przy drodze. Każdy z nas czuł się tu bezpiecznie i rzadko kto wychodził, oprócz Jeremiego oczywiście. Znikał zawsze około dwunastej a wracał jakoś o osiemnastej, dziewiętnastej. Dziś jednak chyba nie miał zamiaru wychodzić. Siedział z Damonem przy stole i rozmawiali, w prawie nie wiem o czym, ale oboje bardzo wciągnęli się w rozmowę.
- Bonnie, pójdziesz gdzieś ze mną? - odezwał się Jer w końcu.
- A tu ze mną Eleno? - powiedział po chwili Damon.
Obie zgodnie pokiwałyśmy, a chłopacy uśmiechnęli się do siebie. Szliśmy w stronę lasu, druga para niestety zniknęła mi z oczu.
Kiedy próbowałam coś powiedzieć, chłopak uciszał mnie. Gdy byliśmy w środku lasu, zawiązał mi oczy, a ja niechętnie pozwoliłam mu na to.
Prowadził mnie przez las dość nieudolnie, bo potykałam się co kilka kroków. Za to on tylko się ze mnie śmiał.
- Jeremy błagam, możemy się obejść bez wiązania oczu i innych podobnych rzeczy.
- Staram się być romantyczny, a to że mi to nie wychodzi to już całkiem inna sprawa. - odpowiedział
Nie sądziłam, że nie był romantyczny, bo był. Ostrzegł mnie żebym szła powoli bo schodzimy ze stromej górki.
Chyba zbliżaliśmy się właśnie do miejsca w którym znajduje się niespodzianka. Gdy zeszliśmy już na dół, chwycił moją rękę i powiedział żebym powoli zdjęła opaskę z oczu. Zrobiłam jak powiedział, tyle że nie powoli, a jednym szybkim ruchem. Przez chwilę miałam jeszcze zamknięte oczy.
Potem zobaczyłam biały domek, na środku lasu, w oknach stały czerwone róże.
- Więc jest nie wykończony w środku, nie znam się na meblach, także zostawiłem to Tobie, ale chyba wygląda przyzwoicie, nie sądzisz? - spytał
Przez chwilę nie wiedziałam co mam powiedzieć, całkiem mnie zamurowało.
- Przyzwoicie? - spytałam, a on skrzywił się - Ten dom jest rewelacyjny, taki o jakim zawsze marzyłam.
- Elena mi trochę pomogła, podpytałem ją co jeszcze lubisz.
Damon dla Eleny tez miał niespodziankę. To też był to mały domek, to słodkie ze postarali się dla nas o to. Caroline...ona no ma pewien problem. Miota się miedzy Klausem a Enzo.
Współczuję jej bo obaj są wspaniali i troszczą się o nią, ale żadnemu nie daje zrobić kroku do przodu. Myślałam że weźmie się za Klausa po tym co widziałam w lesie, ale to jej uczucia, nie mogę w nie ingerować. Alaric wróci do starej pracy.‎
- Hej Bon chodź tutaj - zawołał Jeremy który akurat był w pięknym nowym domu. Weszłam do środka, po raz pierwszy. W domu było już kilka mebli, na ścianach wisiały nasza zdjęcia, poczułam że się rozpłacze, nie spodziewałam się czegoś takiego po nim.‎
- Jeremy? Gdzie jesteś? - U góry, musiałem coś poprawić w pokoju.
 - Kocham Cie. - powiedziałam i usłyszałam jego kroki. Zbiegł po schodach, mocno mnie przytulił i powiedział:
- Chyba nie wiesz, jak ja bardzo kocham Ciebie. - Wiem - powiedziałam tak cicho, jakby ktoś nas podsłuchiwał. To idealne zakończenie tego co nam się przydarzyło. Teraz chcę tylko żeby ta chwila trwała, trwała i trwała wiecznie.‎

Czytasz = Komentujesz
Rozdział 9
*Caroline*
Powiedziałam wszystkim o osobach, która zobaczyłam z górki. Jeremy od razu najszybciej ruszył w dół, bo mogła być to jego ukochana. Ruszyliśmy więc szybko za nim.
 Słyszałam jak krzyczał jej imię, ale nie było żadnej odpowiedzi.
Dobiegłam do niego i szukałam wzrokiem osób które wcześniej widziałam.
Nic między drzwiami się nie ruszało, nic nie było słychać. Las przybierał akurat pomarańczowych i żółtych kolorów, lubiłam wtedy przebywać w takich miejsca.
Kiedy tak sobie rozmyślałam, Jeremy odchodził od zmysłów, trzęsły mu się ręce. Klaus położył rękę na moim  ramieniu, a ja zdałam sobie sprawę, że moje ręce też się trzęsą, nawet bardziej niż jego. Alaric i Mikaelson byli spokojni, z ich twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji, po prostu stali obok, jakby zaraz nic nie miało się wydarzyć. Staliśmy tak już chwilę, wiatr zaczął wiać mocniej i mocniej. W końcu w głębi coś lub ktoś się poruszył. Widać było, że powoli zmierza w naszą stronę.
 Mocno ścisnęłam rękę Klausa, a on uśmiechnął się jakby sprawiło mu to radość.
Zza drzew wyłoniła się postać chudej, brudnej dziewczyny. Na nasz widok jej twarz rozpromieniła się.
- Elena? - zapytał Alaric, uwalniając w końcu skrywane emocje.
- Tak - odpowiedział, a Damon stanął akurat obok niej.
Wszyscy trwaliśmy w mocnym uścisku przez jakiś czas. Elena wyglądała na wykończaną.
Nie to co Salvatore który witał się właśnie z najlepszym kumplem - Alarickiem.
- A gdzie Bon-Bon? -spytał po przywitaniu się.
- Też chciałbym wiedzieć - odpowiedział Jer.
- Spokojnie, ona ma swoje czary-mary  hokus-pokus, znajdziemy ją.
Uśmiechnęli się do siebie, nie wiem jak wampir to zrobił, bo ja próbowałam zrobić to wiele razy, że Jer uśmiechnął się lekko bo lekko, ale szczerze. Jakby jego słowa zawsze się sprawdzały, jakby dały mu pewność, ale mnie jego słowa też podbudowały.
Tak działa Damon Salvatore.
- Chyba nie będziecie musieli szukać długo. - odezwał się męski, silny głos tuż za mną.
Pomyślałam, że to Klaus, więc energiczne odwróciłam się do tyłu, żeby go uciszyć, bo te słowa zabrzmiały dziwnie sarkastycznie. Jednak gdy się odwróciłam, tuż przede mną stał nie kto inny jak Enzo.
- Witaj piękna, cudownie Cię znowu widzieć.
- Enzo! - bez zastanowienia, przytuliłam go.
Nie wiem kiedy, ale zamknęłam oczy, więc szybko otworzyłam je, zobaczyłam Bonnie.
Całą i zdrową, opierała się o drzewo.
- Bonnie?! - Jeremy podbiegł do niej i obrócił w powietrzu.
- A nie mówiłem - odezwał się Damon.
- To na pewno ty? - wypuścił ją z objęć na chwilę, żeby sprawdzić.
Uśmiechnęłam się lekko do Klausa, który znowu trzymał moją rękę.
- To ty. - powiedział, sam do siebie. I znowu objął dziewczynę - Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham Cię - mówił Jer do Bonnie.
Wybuchliśmy śmiechem, wszyscy razem, tak jak za dawnych czasów.
*Bonnie*
Znowu byłam z Jeremym, tak jak powinno być od dawna.
Jeszcze nie wiem co zrobimy z tym wszystkim, ale chyba damy sobie rade.
- Bonnie, mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką? - zdziwiłam się, bo myślałam, że to aż za dużo niespodzianek na jeden dzień.
- Nie dziś, nie jutro. Dasz mi tydzień?
- Na co?
- Tydzień na zrobienie czego, podjęcia kroków, rozumiesz?
- Chyba tak. Tak, tak rozumiem - nie rozumiałam, ale wolałam już nie pytać. Czułam, że im więcej pytań zadam, tym mniej będzie mi się to podobać.
- Ej, gołąbeczki, chodźcie już do nas. - krzyknął Damon.
Poszliśmy więc do nich, szczęśliwych jak nigdy, nikt nie zwracał uwagi na to, że Elena to znowu człowiek. Więc ja też nie chciałam psuć tej chwili. Z resztą teraz, chciałam rozgryźć niespodziankę, Jeremiego.
Czytasz = Komentujesz 

czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 8
*Bonnie*
Choć Enzo próbował, nie chciałam z nim rozmawiać. Co ja mam teraz zrobić? Miałam spędzić z Jeremym resztę życia, ale Oni go zabrali. Teraz mu nie darują. Nie mogłam przestać płakać nie umiałam. Jedyna myśl która w jakiś sposób sprawiała że czułam się lżej to, to że Klaus, Caroline i Alaric weszli do środka. Widziałam, więc bynajmniej o to się już nie martwiłam. Enzo podszedł do mnie niepewnie i usiadł obok. - On nie chciałby żebyś trafiła tam znowu. - powiedział.
***
*Caroline* 
Kiedy mieliśmy już wchodzić do środka zaskoczyli nas, praktycznie odcięli nam droga powrotną, a o wejściu już nie wspomnę. Więc wycofaliśmy się szybko, zabijając kilku.
Byliśmy w lesie kiedy usłyszeliśmy krzyki, byłam przekonana, że to Bonniel ale nic nie widzieliśmy przez te wszystkie drzewa, zresztą odległość między nami była za dużo. 
Usiedliśmy pod drzewem i rozmawialiśmy o tym co teraz mamy robić. Między drzewami nagle się coś poruszyło. Wstaliśmy i czekaliśmy aż zaatakuje, ale Alaric gestem ręki nas powstrzymał i podbiegł do pierwszego drzewa. 
- Jeremy! Tutaj! 
- Alaric! A wy nie jesteście...z resztą nie ważne. 
Nikt z nas się nie ruszył. W końcu łowca wyłonił się zza drzew.
- No witam witam - przywitał go Klaus.
- Już mnie mieli, ale uciekłem, jakiś chłopak od nich, nie demon, gonił mnie, przed chwilą jeszcze tu był, chodźmy szybko! 
Myślałam, że może po prostu coś mu się wydawało, bo nikogo za nim nie było, jednak po chwili chłopak o którym mówił pokazał się.Nie wyglądał ani jak wampir, wilkołak, demon czy nawet łowca, przypominał zwykłego człowieka, bał się nas. 
- O mamy gościa! - krzyknął Klaus - co Cię tu sprowadza? - spytał
- Ja...ja...bo..
- Zaintrygowałeś mnie, kolejne pytanie, kim jesteś?
- Ja...mam na...na imię Daniel.
- Wyśmienicie! - okrzyknął i podszedł do chłopaka, a ten cofał się aż uderzył o drzewo.
- Moi znajomi, Damon i Elena. - chłopak skrzywił się - widzę, że chyba ich kojarzysz. Tak więc gdzie oni są!? Mów, albo spotka cię coś nie miłego - chłopak głośno przełknął ślinę.
Staliśmy chwilę w cichy. Klaus był już na skraju swojej cierpliwości.
- Widzę, że jesteś mało mówmy, jaka szkoda - bez wahania zabił go.
- Klaus! Oszalałeś!? To była nasza jedyna szansa! - krzyknęłam.
- Nic nie chciał mówić, więc tylko nam zagrażał, zagrażał tobie.
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, stał się taki...hm troskliwy.
Moim rozmyślaniom, przerwał trzask gałęzi nie opodal. Stanęłam na końcu górki i zobaczyłam dwie postacie. Już chciałam krzyknąć, to mogła była Bonnie. Wtedy zobaczyłam, że osoba obok to chyba nie jest Enzo. Elena? Nie to nie możliwe.
*Bonnie* 
Szliśmy już kilka godzin, a przed nami jeszcze kawał drogi, mój towarzysz uparcie twierdzi, iż wie gdzie oni są. W głowie cały czas słyszałam jego głos, ostatnie słowa jakie wypowiadał, ciągle chodziły mi po głowie, a ja mu odpowiadałam słowami: Kocham Cię.
Jeremy, oprócz mojej rodziny i najbliższych mi przyjaciółek (Eleny i Caroline) był jedyną osobą, do której szczerze wypowiadałam te dwa piękne słowa.
- Bonnie! 
- Uszanuj to, że staram się nie płakać i myśleć o miłych chwilach, proszę - wiem, że byłam nieco nie sprawiedliwa, w końcu nie pozwolił mi iść za Jerem, dla mojego dobra. Byłam niesprawiedliwą wobec niego. 
- Bonnie, ale oni są tam. - szybko spojrzałam w tamtą stronę, ale widziałam tylko dwie osoby, w dodatku osłabione, ledwo co szły. Jeremy był jeden. A reszta powinna być w więzieniu, a nawet gdyby nie weszli, bądź wyrzucili by ich. Było ich trójka. 
Więc...kto to jest?

Czytasz = Komentujesz 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 7
*Bonnie*
Klaus i Caroline rozmawiali całą noc, była pod wrażeniem Klausa.
Nie wiedziałam, że potrafi pokazać takie emocje, nie myślałam, że potrafi kochać.
Teraz trochę mi wstyd i głupio się czułam, widząc jak bardzo pozytywne uczuje, czuje do Caroline.
Wszyscy chcieliśmy wiedzieć czy był z Damonem i Eleną,czy wie gdzie są, co się z nimi stało, ale widać było, że był zmęczony. Choć za nic nie chciał tego okazać. Pytałam kilka razy czy wszystko w porządku, Car także to widziała. Podejrzewam, że ona chyba odwzajemnia te uczucia.
W pewnym sensie się cieszyłam, bo to on sprawił, że uśmiechnęła się pierwszy raz szczerze, odkąd ją zobaczyłam w więzieniu.  Pierwszy raz od tej całej masakry ona się śmieje.
Każdy ma osobę która tak na niego działa, ale nie sądziła, że tą jej osobą jest właśnie on.
Ciekawi mnie też co tak bardzo zmęczyło Klausa, ale nie chciałam go teraz o to pytać, na to wszystko będzie czas jutro.

***
Tym razem wszyscy wstaliśmy prawie równo, zjedliśmy śniadanie i usiedliśmy w kółko, by wysłuchać Klausa. 
- Także co chcecie wiedzieć - spytał. Zapała dosyć niezręczna cisza, nie wiem czy to dlatego, że baliśmy się spytać, a właściwie to baliśmy się odpowiedzi. A może dlatego, że nie wiedzieliśmy co powiedzieć ? Jednak Caroline odważyła się:
- Byłeś z Eleną i Damon, co się stało po tym jak wyszliście ?
-Eh, wyszliśmy z budynku razem, Caroline przysięgam chciałem wrócić, chciałem.
 Zawahał się, nie wiem co się z nim dzieję, ale mnie taki Klaus z uczuciami odpowiada 
- Chciałem, ale Oni stali wszędzie, a ja wcześniej nie myśląc wybiegłem za tę głupią bramę. W końcu się wkurzyli, strażnicy, wyszli i biegli za mną i za Damonem i Eleną, bo wtedy jeszcze ze mną  byli. Schowaliśmy się w lesie, w starym domu, ale Oni go podpalili, więc wybiegliśmy. Byłem trochę do przodu, myślałem, że biegną tuż za mną, ale Elena się potknęła, bo wiecie ona nie jest już wampirem, zrobili jej to.
 Chore demony. Potem ich zabrali do więzienia, a potem słyszałem  krzyk, więc podbiegłem no spotkałem was. - skończył, a ja myślałam, że zaraz zemdleje, z całej siły powstrzymywałam łzy.
Nie mogłam uwierzyć, że znowu tam są, no i Elena...jak...Damon im tego nie daruje.
- Ja tam ide! -postanowiła Car
- Idę z Tobą - stwierdziłam, po czym wszyscy przytaknęli i ruszyliśmy
***
Kiedy byliśmy obok więzienia serce zabiło mi szybciej, Jeremy chwycił moją rękę.
Podeszliśmy jak najbliżej, plan był taki, ja, Jer i Enzo odciągamy uwagę strażników, a Car, Klaus i Alaric idą po nich. 
Byliśmy obok bramy kiedy alarm się włączył i Oni wyszli. 
- Biegniemy! - krzyknął Enzo. Za sobą słyszałam krzyki "to oni szybko" 
Kontem oka spojrzałam w na resztę, wbiegali akurat do środka, uśmiechnęłam się. 
Jeremy i Enzo też się uśmiechali. Jednak nie trwało to długo bo doganiali nas, nigdy nie byli tacy szybcy. Zawsze nam się udawało. Zawsze. Teraz też damy radę, powtarzałam po cichu do siebie.
Poczułam czyjąś zimną rękę, t nie był Jer. To był jeden z nich.  Zaczęłam krzyczeć i szarpać się z nim. Drugi zniknął, chłopcy stanęli, słyszałam jak któryś z nich krzycz i nagle byli obok mnie.
Strażnik puścił mnie, a ja upadłam. Chwycił Jeremiego, odwrócił się jakby nigdy nic i szedł w stronę więzienia. Łzy ściekały mi po policzkach. 
Razem z Enzo biegliśmy w jego stronę kiedy obok strażnika pojawili się jego przyjaciele. Chłopak chwycił mnie i powiedział:
-Stój, nie pomożemy mu!
-Enzo puść mnie, błagam chce iść z Jeremym! Puść! - upadłam na kolana, schował twarz w ręce, płakałam. 
Z dala słyszałam jego krzyk:
- Bonnie, kocham Cię - łzy ciekły szybciej, a jego głos ucichał - Kocham Cię!
Jedyne co zdołałam odpowiedzieć to, to :
- Wrócę po Ciebie.

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 6
*Bonnie*
Wędrowaliśmy już ponad dwa tygodnie w poszukiwaniu przyjaciół, na daremno.
Mam dość ciągłej drogi, spania w lesie, chcę znalezć resztę, ale nie mam na to sił.
Ostatnio zaczyna mi się wydawać, że jednak jesteśmy coraz bliżej ich, ale kiedy dochodzimy do miejsca w którym myślałam, że będą, a ich nie ma, moja nadzieja maleje.
Czasem myślę, że oni też nas szukają i to takie błędne koło, ale potem przychodzi mi myśl, że ich może już nie być.
Wszyscy już wstali i poszli do lasu, oprócz mnie i Jeremiego który rozpalał ognisko. Leżałam odwrócona na bok, teraz nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Nie wiedziałam nawet kiedy, minęła godzina. Caroline podeszła do mnie i spytała:
- Coś nie tak ?
- Wszystko okej - uśmiechnęłam się i wstałam.
Postanowiłam nie tracić czasu i przywracać magię,w razie gdyby Oni mieli ochotę wrócić. Wzięłam liść, wode, kamień i martwą roślinkę.
Zaczęłam od listka, uniosłam rękę wypowiedziałam zaklęcie parę razy i aż w końcu się udało i liść spłonął. Po godzinie udało mi się wszystko, poruszałam wodą, skruszyłam kamień. Wsadziłam nawet martwą roślinę do ziemi, a ta ożyła ponownie. Uśmiechnęłam się do siebie i pogratulowałam sobie w głowie. Jeremy podszedł do mnie, pocałował i usiadł obok.
W milczeniu patrzyliśmy na chmury. Jednak Jer szybko przerwał tę ciszę:
- Bonne? - zapytał niepewnie.
-Tak?
- Wiem że to nie koniecznie romantyczne, że możesz powiedzieć nie, ale...
- Jeremy o czym ty mówisz ? - przerwałam mu.
- Myślałem o tym całą noc, naprawdę. Chodzi o to, że kocham Cię, tylko Ciebie jesteś moim światem myślę że to wiesz, że liczysz się tylko ty. Tak wiem robiłem błędy i ...
- Jeremy, o co chodzi? - w odpowiedzi wsunął mi na palec pierścionek.
- Jer...ja...nie mogę. I nie sądzisz że to za szybko?
- Nie. Jeśli nie teraz to kiedy?
To dobrze pytanie...wstałem przytuliłam go,  chyba myślał, że przez to chcę powiedzieć nie, ale tak nie było: 
 - Tak. - odpowiedział, a on rozpromienił się.
Ucałował mnie, objął ramieniem i oglądaliśmy chmury, jakby nic się nie stało.
Zaśmiałam się, po czym on zrobił to samo, jednak ta radość nie trwała za długo.
W krzakach coś się poruszyło, chwila, nie coś,a  ktoś. Strażnik! Od razu podskoczyłam na równe nogi.
- No proszę, znowu wy!
Teraz nie chciał już rozmawiać, w ręce trzymał pistolet, ale nie taki zwyczajny.
Z takie samego, często celowano do mnie i nie tylko do mnie. Inne czarownice i wampiry zginęły po jednej kuli, niekoniecznie wycelowanej w serce. Nie wiedziałam czym on jest nabity, ale trzeba się tego wystrzegać.
- Najpierw blondyneczka.
Uniósł pistolet i wycelował w głowę Caroline, odruchowo chciałam do niej podbiec, wole żebym była to ja. Dopiero w tej chwili zobaczyłam, że za wrogiem stoi niska szatynka, czarownica, która nie pozwalała nam się ruszyć. Strażnik zaśmiał się. Wtedy wystrzelił. Zamknęłam oczy, ale nie usłyszałam krzyku. Szybko otworzyłam je, żeby zobaczyć co się dzieje.
Obok trzęsącej się Caroline stał Klaus! Na jego twarzy malowała się złość i  gdyby tylko umiał zabił by faceta wzrokiem.
- Wiesz celowałeś... ha! strzeliłeś do kogoś dla mnie ważnego wiesz? - chwycił rękę Car, jakby chciał jej przypomnieć że wszystko będzie dobrze, bo jest obok.
- I wiesz, ona się ciebie boi, ale nie ja. - podszedł do strażnika, choć ja dalej nie mogłam się ruszyć. - Kocham tę blondynkę!
 Jednym ruchem skręcił facetowi kark, a czarownica zniknęła.
Poczułam czyjąś rękę na ramionach. Jeremy. Odwróciłam się i przytuliłam go tak mocno jak tylko mogłam, a on powiedział tak cicho że tylko ja mogłam usłyszeć:
- To mogłaś być ty, a ja nie, nie umiałbym Ci pomóc.
- Ale to nie byłam ja.
Uśmiechnął się, nie szczerze, ale jednak i oboje patrzeliśmy na Klaus i Caroline. 

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 5
*Bonnie*
Przez las szliśmy już 2 dni, całkiem odzyskałam już swoją moc.
Teraz znowu jednym ruchem mogłam powalić przeciwnika.
Szliśmy po śladach jakie znaleźliśmy dzięki mojej sile.
Tropienie Eleny, Klausa i Damona było prawie nie możliwe bez Tylera, ale za nic nie dało się z nim skontaktować. Gdy byliśmy już blisko nich, oni przyśpieszali kroku.
Wszyscy mają siłę do dalszej drogi oprócz mnie.
Jeremy prawie w ogóle się nie męczy, jak on to robi?
Inni to wampiry, więc w ogóle się nie męczą.
Ja jestem tylko czarownicą, całodniowy marsz i użycie mocy w dużej dawce bardzo mnie osłabia. Źle się z tym czuje, bo z jednej strony to dzięki mnie mamy jakiś trop, ale to też ja ich opóźniam. Akurat zaczęło się ściemniać. Byłam już całkiem wykończona, ale nie dawałam tego po sobie poznać, nie chciałam by zwalniali tylko przez to, że nie jestem w fonie. Jeremy szedł obok mnie, mocno ściskając moją rękę, z dnia na dzień był bardziej zdenerwowany.
- Bonnie chcesz odpocząć - spytał zaniepokojony Jeremy
Objęłam go i odpowiedziałam:
- Nie.
Enzo objął rozdygotaną Caroline i oznajmił że jednak powinniśmy odpocząć.
Wszyscy się z nim zgodzili, rozłożyliśmy na ziemi koce, które znaleźliśmy w opuszczonym domu w lesie. Mieliśmy ich cztery, ale wczorajszej nocy jeden nam zwiał. Dzisiejsza noc była okropnie zimna. Alaric jakby nie czuł chłodu, od razu zasnął. Car założyła skórzaną kurtkę Enzo, Jeremy okrył mnie swoją bluzą, która była za duża nawet na niego, więc dawała mi dużo ciepła. Ucałował mnie w czoło i położył się obok mnie. Zasnęłam.
                                                                          ***
Gdy się obudziłam wszyscy już wstali. Ogień był rozpalony, dziś mieli dobry humor.
- Co jest? - spytałam.
- Są obok, Enzo wybrał się na spacer parę minut temu, znalazł miejsce po ognisku, świeże a obok leżała bransoletka Eleny, którą dostała kiedyś od Jenny na urodziny.
Musiała jej zapomnieć.
- Co? Ruszajmy, szybko! Nie traćmy czasu! - szybko spakowaliśmy nasze rzeczy.
Biegliśmy chwilę przez las aż usłyszeliśmy jakieś dziwnie dźwięki.
Odruchowo złapałam Jeremiego za rękę.
Nie byłam w stanie odgadnąć słów które ta dziewczyna krzyczała.
To była dziewczyna na pewno, tego jednego byłam pewna.
Wyszliśmy zza drzew. Wyłonił się ogromny dom, palił się.
Nagle doznałam szoku, nie mogłam w to uwierzyć. To nie jest prawda, to nie jest prawda !
Krzyczałam w myślach. Teraz słyszę wyraźniej. Wiem co ona krzyczy.
- Damon! Nie rób mi tego proszę! - to Elena! Krzyczała okropnie głośno, przez co było wiadome, że płacze. Zza domu ktoś wybiegł. To nie było żadne z nich.
To wysłannicy, Ci sami którzy w lochach przyszli po Jeremiego.
Ci sami którzy stali na korytarzu pilnując byśmy nie uciekali.
Krzyki ucichły. Czułam że nogi się pode mną załamują. Upadłabym gdyby nie Alaric który mnie przytrzymał. Już miałam zacząć płakać i krzyczeć. Kiedy nagle boczne drzwi palącego się domu, otworzyły się, a z nich wybiegły trzy osoby. Wyraźnie były ranne.
- Elena!! - Caroline krzyczała do niej, chciała biec, ale Enzo jej nie pozwolił.
- Ej, spokojnie, Oni mogą tam dalej być, chcesz wrócić do klatki? Mogę się założyć że nie, a Elenę znajdziemy.
Nie wytrzymałam, miałam tego dość.
- Proszę, błagam chodźmy już stąd. - poprosiłam.
Ruszyliśmy po śladach przyjaciół. Czułam czyjś wzrok na sobie i nie był to nikt przyjazny.
- Teraz bądźcie cicho, zachowujcie się jakby nigdy nic, ale uważajcie. - szepnęłam.
Nikt nie zaprotestował. Widziałam że Oni są coraz bliżej i wtedy usłyszałam czyjś głos.
- No no no. Czarownica i przyjaciele - powiedział jeden z wysłanników.
- Uciekajcie! - krzyknęłam do przyjaciół.
Niestety nikt się nie ruszył, nie chciałam by stała im się krzywda, znowu.
Używając magii odrzuciłam ich w głąb lasu.
Wysłannicy przeklęli pod nosem i ruszyli prosto na mnie.
Nienawidziłam tych ludzi, nie wiedziałam kiedy, nie panowałam nad tym, użyłam mocy, dużo mocy. Nie panowałam nad tym. Zniknęli mi z pola widzenia. Teraz byłam tylko ja i ogień który tworzyłam, nie wiedząc nawet jak, za mną i obok.
Nie długo zajęło mi znalezienie drogi do przyjaciół.
Byli na mnie źli, ale cieszyli się że wróciłam cała.
W duszy liczyłam że obok nich będę Elena z Damonem i Klausem.
Tak się jednak nie stało, ale czuje że jesteśmy już tak blisko nich.
Czuje że są obok. Jeremy podszedł do mnie i jakby wiedząc o czym myślę powiedział:
- Są blisko, też to wiem. - przytulił mnie, a gdy już chciał puścić, nie pozwoliłam.
- Jer.
- Hmm?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.

sobota, 1 listopada 2014



Rozdział 4
*Jeremy*
Wraz z Caroline, Enzo i Alarickiem opracowaliśmy plan ucieczki. Z tego co się dowiedziałem wynikało, że przez resztę wieczoru strażnicy już tu nie wrócą, nie odwiedzą już też cel, więc Bonnie jest chwilowo bezpieczna. Na stole który stał obok wejścia jest spawarka i kilka i innych narzędzi, którymi rozwalimy kraty dzielące mnie od przyjaciół. Wciąż nie dowiedziałem się gdzie moja siostra z Klausem i Damonem, ale teraz nie czas na rozmowy musimy działać. Mamy na to całą noc, tak, ale musimy być cicho, co na razie słabo nam wychodzi. Wziąłem jedno z narzędzi, a resztę z trudem, podałem przyjaciołom.
Po godzinie wycięliśmy na tyle durze przejście by udało się wyjść. Caroline od razu wpadła mi w rano, nie wiedziałem czy płacze czy się śmieje, ale cieszyłem się że jest obok, a nie za kratami.
Udaliśmy się powoli i cicho w stronę drzwi, wyszliśmy z trudem, drzwi okropnie skrzypiały.
Zajrzałem, po drodze do Bonnie, w jedno z okien pokoju strażnika. Na szczęście spał.
Cela była na samym końcu korytarza, kiedy byliśmy już blisko serce zabiło mi szybciej.
Bałem się że jej już tam nie ma, że jestem za późno, że ją zabrali.
Ze strachem zajrzałem przez okienko. Była tam, cała i zdrowa. Nie przyszli po nią.
-Bonnie – szepnęła Caroline. Jednak Bonnie spała więc nie słyszała, zaczęliśmy stukać w drzwi.
W końcu obudziła się, w sekundę była pod drzwiami.
-Jeremy? Caroline? Alaric? Enzo!? Jak to, wy..tutaj…ale jak?
-Byli w pokoju 667, który uważałem za tzw. pokój przesłuchań.
Chwilę myśleliśmy jak po cichu otworzyć drzwi celi, aż w końcu przypomniałem sobie, że drzwi trudno otworzyć  z naszej strony, ale z tej drugiej już łatwiej. Wystarczy tylko trochę siły. Bonnie wzięła rozbieg i mocno kopnęła drzwi, które otworzyły się od razu. Car bez zawahania uściskała dziewczynę, ja również ją uściskałem, a ona pocałowała mnie ze szczęścia. 

Ale nie było na to teraz czasu, musieliśmy uciekać.
Enzo wziął Caroline za rękę, a ja chwyciłem rękę Bonnie i udaliśmy się do wyjścia. Gdy byliśmy już pewnie, że teraz uda nam się uciec, natknęliśmy się na strażnika, śpiącego. Rozłożył się tak że trudno było przejść. Najpierw poszły dziewczyny, które z gracją przeskakiwały jego nogi i rękę. Ja byłem ostatni, oni otworzyli już drzwi, byli gotowi do biegu, czekali jeszcze tylko na mnie. Na nieszczęście akurat teraz strażnik musiał się ruszyć, zahaczyłem nogą, starałem wstać ostrożnie, ale to nic nie dało, on już się obudził.
- Wy!! Stać!!
- Biegnijcie! – krzyknąłem, a oni ruszyli. Uderzyłem strażnika kilka razy.
Upadł na ziemie, a ja skorzystałem z okazji i uciekłem. Wszy stali za płem, skoczyłem za nimi.
- W końcu - powiedział Enzo, po czym uśmiechnął się.
- Gdzie Elena ? I Damon? A Klaus? - po chwili milczenia spytała Bonnie
- Oni.. Bonnie nie wiem gdzie dokładnie są, ale spokojnie znajdziemy ich. - odpowiedziała Caroline
- Możesz jaśniej ? Nie było ich z wami ?
- O Bonnie, byli. Chcieliśmy uciec, zdecydowaliśmy że oni pójdą pierwsi, zobaczą co i jak i po nas wrócą. 
Wtedy drzwi byli normalnie otwierane, na klamkę i klucz. Na ziemi zostawiliśmy kamień, drzwi nie zamknęły się, wieczorem wyszli, ale już do nas nie wrócili. Wiemy jednak to, że wyszli. Strażnik przyszedł zmienić nam cele na taką którą, jakimś trikiem nie da się otworzyć. Przy tym powiedział nam : "Waszym przyjaciołom się udało, ale was czeka gorszy los. "  - Opowiedziała Caroline, po czym odetchnęła.
- Także na co czekasz kochaniutka, czary mary, jakoś umiesz ich znalezć tak ? - dopowiedział Enzo
- Spróbuje. 

sobota, 25 października 2014

 Jeśli ktoś chce to do czytania - https://www.youtube.com/watch?v=tGVsErb5VeE

Rozdził 3
*Bonnie*
Każdego dnia Oni brali kogoś innego n przesłuchania, modliłam się by nie  był to Jer.
Nie bałam się o siebie, nie tylko dla tego że on jest ważniejszy niż moje życie, ale dlatego że na przesłuchania nie brali kobiet.
Na razie moje modlitwy pomagają, ale wiem że przyjdzie moment na niego.
Właśnie dlatego muszę nas stąd jak najszybciej wyciągnąć.
Moja magia stopniowo zaczyna działać.
Umiem już zapalić tu świeczki, zapalić kartkę w ręku i skruszyć trochę skały, ale i tak za mało by robić to cały wieczór i rano uciec przez dziurę, bo takie kruszenie zajęło by mi z rok.
 Nie mamy tak dużo czasu, nie mamy go w ogóle.
Jer robi się coraz silniejszy, ale codziennie karzą mu pracować więc i tak nie ma tak wiele sił y przeżyć brutalną rozmowę z Nimi.
Dziś rano ma "wolne" nie musi im pomagać, ale wcale się z tego nie cieszymy.
Z takiego czegoś pociągną się straszne rzeczy, jednego dnia cieszysz się z odpoczynku i dnia spędzonego z ukochanym, bo to jedyne co nam tu pozostaje.
A drugie dnia on wychodzi i nie wraca...
Siedzieliśmy więc w swoich ramionach marząc o tym jak wyglądało by nasze życie bez tego koszmaru, wraz z przyjaciółmi których chcemy odzyskać.
Jeremy obiecał że ich sprowadzi iże będzie szczęśliwa z dala od rzeczywistości.
Wiem jednak że szanse na to są minimalne.
- Bonnie, nie bądz pesymistką.
- Oh, to przykrę,ale niestety prawdziwę, wiedz jednak że...
Nie mogłam dokończyć, chciałam mu powiedzieć tyle rzeczy, ale drzwi otworzyły się.
Ze strachu schowała głowę w ramię Jeremiego.
Strażnik wszedł do ''naszej'' jaskini.
Zaczął rozglądać się, dotykać ścian, wyraznie czegoś szukał, oznak magii.
Zbliżał się w naszą stronę, serce zaczęło mi bić szybciej.
A łzy napływać do oczy kiedy chwycił u\mojego ukochanego za ramie i wyprowadził za drzwi.
Starała się krzyczeć,ale kto mi pomoże ?
Co dadzą moje krzyki ?
Teraz muszę skupić się na użyciu magii i to jak najszybciej.
*Jeremy*
Prowadzili mnie do jakiegoś pokoju z liczbą 667, podejrzewa że to tam przesłuchują ludzi.
Ja jestem następny, nie boję się o siebie, ale o Bonnie tak.
Nie ma mnie obok niej więc gdy Oni przyjdą nie da rady sama.
Jeden  z Nich otworzył pokój i wepchnął mnie do środka.
Słyszałem czyjąś rozmowę.
- Nie powie nam gdzie jest .... są kumplami
- Bardziej zależy mu na niej!
- Ona ma ... jesteśmy ...
- Nawet tak nie mów ... zobaczy je obie
- Jak ona ich zobaczy oszaleje ... są mocniejsi
- Tylko kiedy są razem !  Będziemy trzymać ich osobno.
Kogoś się boją, jest ktoś kto może nam pomóc, mocniejszy od nich.
Tylko kto...przysłuchiwałem się rozmowie jeszcze chwile, ale głosy ucichały.
Oni oddalali się coraz bardziej, aż w końcu nie było ich słychać w ogóle.
Zdecydowałem że pójdę w głąb pomieszczenia, byłem ciekawe co jest dalej.
Widziałem tylko ciemność, nikogo tu chyba nie  ma.
Byłem pewien że jestem tu sam.
Tylko że tak chyba nie powinien wyglądać pokój przesłuchań.
W oddali usłyszałem płacz, dziewczyny, brzmiał podobnie do Bonnie, ale to nie mogła być ona.
Przyśpieszyłem kroku, musiałem to sprawdzić, ktokolwiek to jest, muszę jej pomóc.
Z ciemności wyłoniły mi się kilka postaci, na początku nie rozpoznałem kto to.
Nagle przejrzałem na oczy, blondynka która płacze to Caroline, osoby które ją przytulają to Enzo, Stefan i Alaric.
Gdzie do cholery jest Damon, Elena i Klaus ?
Z wrażenia usiadłem na ziemie, nie mogłem uwierzyć że oni byli tutaj, ta blisko nas.
Blondynka podniosła wzrok do góry i krzyknęła :
-Jeremy !
 Powoli spojrzałem na nią, to naprawdę ona z Enzo, Alarickiem i Stefanem.
 -Caroline....gdzie Elena Damon i Klaus ?
Wszystko dobrze?
- Oni obiecali że po nas wrócą, Klaus mi to obiecał. 
Gdzie jest Bonnie!?
- Nic jej nie jest -uspokoiłem ją trochę
Teraz muszę ich stąd, wrócić po Bon, znalezć Elenę i resztę.
- Pomożemy Ci -odpowiedzieli Alaric i Enzo zgodnie jakby czytali mi w myślach.


sobota, 18 października 2014

Rozdział 2
*Jeremy*

Zacząłem pakować nasze rzeczy, nie było tego za dużo więc wziąłem tylko jeden plecak.
Zostały tylko rzeczy Bonnie...pakuje je jako ostatnie, bo gdy tylko na nie patrzyłem chciałem rzucić wszystko i od razu szukać i zabić tego kto zabrał mi jedyną osobę a której mi teraz zależy.
Ale gdy tylko znajdę Bonnie i ukarze tego drania, znajdę nam bezpieczne miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie żyć.

Gdy spakowałem już wszystkie rzeczy pobiegłem po śladach zostawionych przez porywacza.
Prowadziły one przez cały las aż do autostrady gdzie było widać już tylko ślady opon.
Będzie potrzebny mi ktoś do pomocy, mój stary znajomy, który tez został nie złapany, Taylor.
*Bonnie*
 Obudziłam się w jakimś pokoju, było w nim ciemno, chyba dlatego że było ta tylko jedno okno na dodatek zasłonięte.
Z prawej strony pokoju stało mało łóżko z nową pościelą oczywiście czarną, a z lewej strony mała szafka i toaletka na której leżała karteczka z napisem 'Do Bonnie'.
Od razu po nią sięgnęłam i zaczęłam czytać:
"Droga Bonnie, nie wiez kim jestem i się nie dowiesz.
Postaram się nie zrobić Ci krzywdy.
Nie miej nadziei, że Jeremy przybędzie z pomocą.
Tak się nie stanie.
Uważnie zatarłem ślady, a nawet troszkę go zmyliłem.
Miłego Dnia"
Usiadłam w koncie na ziemi i zaczęłam płakać, tak bardzo nie chciałam być złapana, ale dobre że chociaż Jer jest bezpieczny, że mnie nie odnajdzie i nie narazi się na niebezpieczeństwo.
- Odsuń się od drzwi! - krzyknął ktoś za drzwiami 
- Już - nie musiałam dużo robić bo i tak siedziałam po drugiej stronie pokoju.
Drzwi lekko uchyliły się, zobaczyłam małą chudą rękę, a w niej szklankę z białym napojem.
- Wypij do dna, musimy Cię stąd przenieść...
- Dlaczego ?
-Nie wiem co zrobiłaś czarownico, że go tu sprowadziłaś, ale on za to zapłaci.
- O boże, Jeremy! 
Jak on ich znalezć tak szybko, jestem tu tylko dzień, chyba że spałam dłużej nie myślałam.
Wypiłam napój do dna i nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam...
Obudziłam się już w jaskini, sama.
 Nie było ze mną nikogo.
- Jeremy !? Jesteś tutaj ? 
W odpowiedzi otwarły się drzwi w których stanął wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w masce.
-Wprowadzić chłopaka!
Kiedy strażnik wprowadził Jeremiego, serce zabiło mi szybciej.
Nic mu nie zrobili, jeszcze i oby nigdy.
Rzuciłam się w jego ramiona. 
-Bonnie, cholera, Bonnie to naprawę ty, szukałem cię dwa tygodnie. 
Czyli jednak spałam dużo więcej niż myślałam.
Ale to aż dwa tygodnie.
Gdy strażnicy wyszli opowiedział mi wszystko co przeszedł.
Powiedział ,że już w wieczór porwania zaczął mnie szukać, ale ślady nie doprowadziły go do żadnej podpowiedzi, więc zadzwonił do Taylora, który żył spokojnie w swoich podziemiach.
Doprowadził go aż tutaj (nie wiem gdzie dokładnie jesteśmy) a potem wycofał się i wrócił do 'domu'
Jer starał się wejść cicho znalezć pokój w którym jestem i odejść ze mną jak najszybciej, ale oni jak zawsze byli krok przed nim.
- Bonnie, teraz ważne jest tylko to że jesteśmy razem.

sobota, 11 października 2014

Rozdział 1
*Jeremy*
* cztery miesiące temu*
-Bonnie ?
-Tak Jer ?
-Obiecuje, że kiedyś będziemy tylko my, mały domek, bez strachu że Oni nas znajdą.
*teraz*
Najlepiej jeśli opowiem wszystko po kolei.
Podziemni - to magicy z drugiej strony, ubzdurali sobie, że łamiemy 'tajne prawa magi'
(ja, Bonnie, Elena, Caroline i reszta) , skazali nas wszystkich na wieczną karę,
staraliśmy się  uciekać, ale Oni i tak zabrali nam już wszystkich,
zawsze byli o krok przed nami.
Jestem tylko ja i Bonnie, która jest coraz słabsza,
każdej nocy Oni nawiedzają ją w snach.
Ukrywamy się w starych lochach, daleko od Mystic Falls.
Jest nam tu trudno, ściany się rozpadają,a ze sobą mamy tylko trzy dziurawe koce, stary materac, pare poduszek i jedzenie które nam zostało.

Bonnie śpi, lubie wtedy na nią patrzeć, robie to każdej nocy i każdej nocy o północy Oni do niej przychodzą.

Oparłem się o sciane, nie zauważyłem kiedy wybiła północ.
Obudził mnie jej krzyk.
Krzyk pełen bólu i strachu, łamiący mi serce.
-Bonnie, już dobrze. - położyłem się obok niej,a  ona spokojnie zasnęła w moich ramionach.

Poczułem chłodny wiatr, a pamiętam że zamknąłem i drzwi i kraty.
Przykryłem dziewczynę trzema kocami i poszedłem to sprawdzić.
Ledwo doszedłem do kraty, usłyszałem szmer.
- Kto tu jest ?
-Ciiiii
-Kim do cholery jesteś !?
-Ciiiii, ona śpi
- Co ?
-Ciiiii
Bonnie. Zerwałem się do biegu, ale kiedy dotarłem do pokoiku w którym spała, już jej nie było.
Za to na materacu leżał list, a na nim naszyjnik należący do Bonnie, kóry podarowałem jej na urodziny rok temu.
-Odnajdę Cię, obiecuje.