środa, 5 listopada 2014

Rozdział 5
*Bonnie*
Przez las szliśmy już 2 dni, całkiem odzyskałam już swoją moc.
Teraz znowu jednym ruchem mogłam powalić przeciwnika.
Szliśmy po śladach jakie znaleźliśmy dzięki mojej sile.
Tropienie Eleny, Klausa i Damona było prawie nie możliwe bez Tylera, ale za nic nie dało się z nim skontaktować. Gdy byliśmy już blisko nich, oni przyśpieszali kroku.
Wszyscy mają siłę do dalszej drogi oprócz mnie.
Jeremy prawie w ogóle się nie męczy, jak on to robi?
Inni to wampiry, więc w ogóle się nie męczą.
Ja jestem tylko czarownicą, całodniowy marsz i użycie mocy w dużej dawce bardzo mnie osłabia. Źle się z tym czuje, bo z jednej strony to dzięki mnie mamy jakiś trop, ale to też ja ich opóźniam. Akurat zaczęło się ściemniać. Byłam już całkiem wykończona, ale nie dawałam tego po sobie poznać, nie chciałam by zwalniali tylko przez to, że nie jestem w fonie. Jeremy szedł obok mnie, mocno ściskając moją rękę, z dnia na dzień był bardziej zdenerwowany.
- Bonnie chcesz odpocząć - spytał zaniepokojony Jeremy
Objęłam go i odpowiedziałam:
- Nie.
Enzo objął rozdygotaną Caroline i oznajmił że jednak powinniśmy odpocząć.
Wszyscy się z nim zgodzili, rozłożyliśmy na ziemi koce, które znaleźliśmy w opuszczonym domu w lesie. Mieliśmy ich cztery, ale wczorajszej nocy jeden nam zwiał. Dzisiejsza noc była okropnie zimna. Alaric jakby nie czuł chłodu, od razu zasnął. Car założyła skórzaną kurtkę Enzo, Jeremy okrył mnie swoją bluzą, która była za duża nawet na niego, więc dawała mi dużo ciepła. Ucałował mnie w czoło i położył się obok mnie. Zasnęłam.
                                                                          ***
Gdy się obudziłam wszyscy już wstali. Ogień był rozpalony, dziś mieli dobry humor.
- Co jest? - spytałam.
- Są obok, Enzo wybrał się na spacer parę minut temu, znalazł miejsce po ognisku, świeże a obok leżała bransoletka Eleny, którą dostała kiedyś od Jenny na urodziny.
Musiała jej zapomnieć.
- Co? Ruszajmy, szybko! Nie traćmy czasu! - szybko spakowaliśmy nasze rzeczy.
Biegliśmy chwilę przez las aż usłyszeliśmy jakieś dziwnie dźwięki.
Odruchowo złapałam Jeremiego za rękę.
Nie byłam w stanie odgadnąć słów które ta dziewczyna krzyczała.
To była dziewczyna na pewno, tego jednego byłam pewna.
Wyszliśmy zza drzew. Wyłonił się ogromny dom, palił się.
Nagle doznałam szoku, nie mogłam w to uwierzyć. To nie jest prawda, to nie jest prawda !
Krzyczałam w myślach. Teraz słyszę wyraźniej. Wiem co ona krzyczy.
- Damon! Nie rób mi tego proszę! - to Elena! Krzyczała okropnie głośno, przez co było wiadome, że płacze. Zza domu ktoś wybiegł. To nie było żadne z nich.
To wysłannicy, Ci sami którzy w lochach przyszli po Jeremiego.
Ci sami którzy stali na korytarzu pilnując byśmy nie uciekali.
Krzyki ucichły. Czułam że nogi się pode mną załamują. Upadłabym gdyby nie Alaric który mnie przytrzymał. Już miałam zacząć płakać i krzyczeć. Kiedy nagle boczne drzwi palącego się domu, otworzyły się, a z nich wybiegły trzy osoby. Wyraźnie były ranne.
- Elena!! - Caroline krzyczała do niej, chciała biec, ale Enzo jej nie pozwolił.
- Ej, spokojnie, Oni mogą tam dalej być, chcesz wrócić do klatki? Mogę się założyć że nie, a Elenę znajdziemy.
Nie wytrzymałam, miałam tego dość.
- Proszę, błagam chodźmy już stąd. - poprosiłam.
Ruszyliśmy po śladach przyjaciół. Czułam czyjś wzrok na sobie i nie był to nikt przyjazny.
- Teraz bądźcie cicho, zachowujcie się jakby nigdy nic, ale uważajcie. - szepnęłam.
Nikt nie zaprotestował. Widziałam że Oni są coraz bliżej i wtedy usłyszałam czyjś głos.
- No no no. Czarownica i przyjaciele - powiedział jeden z wysłanników.
- Uciekajcie! - krzyknęłam do przyjaciół.
Niestety nikt się nie ruszył, nie chciałam by stała im się krzywda, znowu.
Używając magii odrzuciłam ich w głąb lasu.
Wysłannicy przeklęli pod nosem i ruszyli prosto na mnie.
Nienawidziłam tych ludzi, nie wiedziałam kiedy, nie panowałam nad tym, użyłam mocy, dużo mocy. Nie panowałam nad tym. Zniknęli mi z pola widzenia. Teraz byłam tylko ja i ogień który tworzyłam, nie wiedząc nawet jak, za mną i obok.
Nie długo zajęło mi znalezienie drogi do przyjaciół.
Byli na mnie źli, ale cieszyli się że wróciłam cała.
W duszy liczyłam że obok nich będę Elena z Damonem i Klausem.
Tak się jednak nie stało, ale czuje że jesteśmy już tak blisko nich.
Czuje że są obok. Jeremy podszedł do mnie i jakby wiedząc o czym myślę powiedział:
- Są blisko, też to wiem. - przytulił mnie, a gdy już chciał puścić, nie pozwoliłam.
- Jer.
- Hmm?
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz