czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 8
*Bonnie*
Choć Enzo próbował, nie chciałam z nim rozmawiać. Co ja mam teraz zrobić? Miałam spędzić z Jeremym resztę życia, ale Oni go zabrali. Teraz mu nie darują. Nie mogłam przestać płakać nie umiałam. Jedyna myśl która w jakiś sposób sprawiała że czułam się lżej to, to że Klaus, Caroline i Alaric weszli do środka. Widziałam, więc bynajmniej o to się już nie martwiłam. Enzo podszedł do mnie niepewnie i usiadł obok. - On nie chciałby żebyś trafiła tam znowu. - powiedział.
***
*Caroline* 
Kiedy mieliśmy już wchodzić do środka zaskoczyli nas, praktycznie odcięli nam droga powrotną, a o wejściu już nie wspomnę. Więc wycofaliśmy się szybko, zabijając kilku.
Byliśmy w lesie kiedy usłyszeliśmy krzyki, byłam przekonana, że to Bonniel ale nic nie widzieliśmy przez te wszystkie drzewa, zresztą odległość między nami była za dużo. 
Usiedliśmy pod drzewem i rozmawialiśmy o tym co teraz mamy robić. Między drzewami nagle się coś poruszyło. Wstaliśmy i czekaliśmy aż zaatakuje, ale Alaric gestem ręki nas powstrzymał i podbiegł do pierwszego drzewa. 
- Jeremy! Tutaj! 
- Alaric! A wy nie jesteście...z resztą nie ważne. 
Nikt z nas się nie ruszył. W końcu łowca wyłonił się zza drzew.
- No witam witam - przywitał go Klaus.
- Już mnie mieli, ale uciekłem, jakiś chłopak od nich, nie demon, gonił mnie, przed chwilą jeszcze tu był, chodźmy szybko! 
Myślałam, że może po prostu coś mu się wydawało, bo nikogo za nim nie było, jednak po chwili chłopak o którym mówił pokazał się.Nie wyglądał ani jak wampir, wilkołak, demon czy nawet łowca, przypominał zwykłego człowieka, bał się nas. 
- O mamy gościa! - krzyknął Klaus - co Cię tu sprowadza? - spytał
- Ja...ja...bo..
- Zaintrygowałeś mnie, kolejne pytanie, kim jesteś?
- Ja...mam na...na imię Daniel.
- Wyśmienicie! - okrzyknął i podszedł do chłopaka, a ten cofał się aż uderzył o drzewo.
- Moi znajomi, Damon i Elena. - chłopak skrzywił się - widzę, że chyba ich kojarzysz. Tak więc gdzie oni są!? Mów, albo spotka cię coś nie miłego - chłopak głośno przełknął ślinę.
Staliśmy chwilę w cichy. Klaus był już na skraju swojej cierpliwości.
- Widzę, że jesteś mało mówmy, jaka szkoda - bez wahania zabił go.
- Klaus! Oszalałeś!? To była nasza jedyna szansa! - krzyknęłam.
- Nic nie chciał mówić, więc tylko nam zagrażał, zagrażał tobie.
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, stał się taki...hm troskliwy.
Moim rozmyślaniom, przerwał trzask gałęzi nie opodal. Stanęłam na końcu górki i zobaczyłam dwie postacie. Już chciałam krzyknąć, to mogła była Bonnie. Wtedy zobaczyłam, że osoba obok to chyba nie jest Enzo. Elena? Nie to nie możliwe.
*Bonnie* 
Szliśmy już kilka godzin, a przed nami jeszcze kawał drogi, mój towarzysz uparcie twierdzi, iż wie gdzie oni są. W głowie cały czas słyszałam jego głos, ostatnie słowa jakie wypowiadał, ciągle chodziły mi po głowie, a ja mu odpowiadałam słowami: Kocham Cię.
Jeremy, oprócz mojej rodziny i najbliższych mi przyjaciółek (Eleny i Caroline) był jedyną osobą, do której szczerze wypowiadałam te dwa piękne słowa.
- Bonnie! 
- Uszanuj to, że staram się nie płakać i myśleć o miłych chwilach, proszę - wiem, że byłam nieco nie sprawiedliwa, w końcu nie pozwolił mi iść za Jerem, dla mojego dobra. Byłam niesprawiedliwą wobec niego. 
- Bonnie, ale oni są tam. - szybko spojrzałam w tamtą stronę, ale widziałam tylko dwie osoby, w dodatku osłabione, ledwo co szły. Jeremy był jeden. A reszta powinna być w więzieniu, a nawet gdyby nie weszli, bądź wyrzucili by ich. Było ich trójka. 
Więc...kto to jest?

Czytasz = Komentujesz 

4 komentarze: