sobota, 1 listopada 2014



Rozdział 4
*Jeremy*
Wraz z Caroline, Enzo i Alarickiem opracowaliśmy plan ucieczki. Z tego co się dowiedziałem wynikało, że przez resztę wieczoru strażnicy już tu nie wrócą, nie odwiedzą już też cel, więc Bonnie jest chwilowo bezpieczna. Na stole który stał obok wejścia jest spawarka i kilka i innych narzędzi, którymi rozwalimy kraty dzielące mnie od przyjaciół. Wciąż nie dowiedziałem się gdzie moja siostra z Klausem i Damonem, ale teraz nie czas na rozmowy musimy działać. Mamy na to całą noc, tak, ale musimy być cicho, co na razie słabo nam wychodzi. Wziąłem jedno z narzędzi, a resztę z trudem, podałem przyjaciołom.
Po godzinie wycięliśmy na tyle durze przejście by udało się wyjść. Caroline od razu wpadła mi w rano, nie wiedziałem czy płacze czy się śmieje, ale cieszyłem się że jest obok, a nie za kratami.
Udaliśmy się powoli i cicho w stronę drzwi, wyszliśmy z trudem, drzwi okropnie skrzypiały.
Zajrzałem, po drodze do Bonnie, w jedno z okien pokoju strażnika. Na szczęście spał.
Cela była na samym końcu korytarza, kiedy byliśmy już blisko serce zabiło mi szybciej.
Bałem się że jej już tam nie ma, że jestem za późno, że ją zabrali.
Ze strachem zajrzałem przez okienko. Była tam, cała i zdrowa. Nie przyszli po nią.
-Bonnie – szepnęła Caroline. Jednak Bonnie spała więc nie słyszała, zaczęliśmy stukać w drzwi.
W końcu obudziła się, w sekundę była pod drzwiami.
-Jeremy? Caroline? Alaric? Enzo!? Jak to, wy..tutaj…ale jak?
-Byli w pokoju 667, który uważałem za tzw. pokój przesłuchań.
Chwilę myśleliśmy jak po cichu otworzyć drzwi celi, aż w końcu przypomniałem sobie, że drzwi trudno otworzyć  z naszej strony, ale z tej drugiej już łatwiej. Wystarczy tylko trochę siły. Bonnie wzięła rozbieg i mocno kopnęła drzwi, które otworzyły się od razu. Car bez zawahania uściskała dziewczynę, ja również ją uściskałem, a ona pocałowała mnie ze szczęścia. 

Ale nie było na to teraz czasu, musieliśmy uciekać.
Enzo wziął Caroline za rękę, a ja chwyciłem rękę Bonnie i udaliśmy się do wyjścia. Gdy byliśmy już pewnie, że teraz uda nam się uciec, natknęliśmy się na strażnika, śpiącego. Rozłożył się tak że trudno było przejść. Najpierw poszły dziewczyny, które z gracją przeskakiwały jego nogi i rękę. Ja byłem ostatni, oni otworzyli już drzwi, byli gotowi do biegu, czekali jeszcze tylko na mnie. Na nieszczęście akurat teraz strażnik musiał się ruszyć, zahaczyłem nogą, starałem wstać ostrożnie, ale to nic nie dało, on już się obudził.
- Wy!! Stać!!
- Biegnijcie! – krzyknąłem, a oni ruszyli. Uderzyłem strażnika kilka razy.
Upadł na ziemie, a ja skorzystałem z okazji i uciekłem. Wszy stali za płem, skoczyłem za nimi.
- W końcu - powiedział Enzo, po czym uśmiechnął się.
- Gdzie Elena ? I Damon? A Klaus? - po chwili milczenia spytała Bonnie
- Oni.. Bonnie nie wiem gdzie dokładnie są, ale spokojnie znajdziemy ich. - odpowiedziała Caroline
- Możesz jaśniej ? Nie było ich z wami ?
- O Bonnie, byli. Chcieliśmy uciec, zdecydowaliśmy że oni pójdą pierwsi, zobaczą co i jak i po nas wrócą. 
Wtedy drzwi byli normalnie otwierane, na klamkę i klucz. Na ziemi zostawiliśmy kamień, drzwi nie zamknęły się, wieczorem wyszli, ale już do nas nie wrócili. Wiemy jednak to, że wyszli. Strażnik przyszedł zmienić nam cele na taką którą, jakimś trikiem nie da się otworzyć. Przy tym powiedział nam : "Waszym przyjaciołom się udało, ale was czeka gorszy los. "  - Opowiedziała Caroline, po czym odetchnęła.
- Także na co czekasz kochaniutka, czary mary, jakoś umiesz ich znalezć tak ? - dopowiedział Enzo
- Spróbuje. 

2 komentarze: